W zeszłym tygodniu jeden z moich podopiecznych — amator granfondo, jakieś 4 lata na rowerze — zrobił test FTP „na wyczucie”. Ruszył za mocno, po 12 minutach zaczął tracić moc i skończył ze średnią o 18 W niższą niż powinien. Efekt? Strefy, które wyliczyłem na tamtym wyniku, przez dwa miesiące trzymały go za słabo — trenował zbyt łatwo i zastanawiał się, dlaczego nie rośnie. Jeden błąd w protokole, dwa miesiące straconego bodźca. Dlatego piszę ten artykuł: żeby test 20-minutowy dał ci liczby, na których można budować plan, a nie liczby, które wyglądają ładnie w aplikacji.
Co to jest FTP i dlaczego 20 minut
FTP (Functional Threshold Power) to moc, którą jesteś w stanie utrzymać przez godzinę w maksymalnym wysiłku. Pojęcie spopularyzowali Joe Friel i dr Andy Coggan w „Training and Racing with a Power Meter” — od tego czasu stało się standardem w amatorskim treningu z miernikiem mocy. Godzinny test jest fizjologicznie czysty, ale dla większości amatorów psychicznie wyniszczający i podatny na błędy tempa. Dlatego w praktyce używamy protokołu 20-minutowego: wynik mnożymy przez współczynnik 0,95, żeby skompensować fakt, że przez 20 minut można jechać odrobinę powyżej progu godzinnego. To przybliżenie, ale bardzo dobre: błąd rzadko przekracza 2–3 W przy poprawnym wykonaniu testu.
Alternatywą jest test 8-minutowy (wynik × 0,90), który sprawdza się u zawodników z rozbudowanym komponentem VO2max i dobrą tolerancją bólu. U amatorów, którzy nie mają dużego doświadczenia z intensywnością, wyniki 8-minutowe bywają zawyżone. Test 60-minutowy z kolei jest precyzyjniejszy, ale wymaga bardzo doświadczonego „pilota” — siebie samego. Dopóki nie masz kilku sezonów regularnych pomiarów, 20 minut jest protokołem z najlepszym stosunkiem dokładności do ryzyka błędu.
Przygotowanie: 24 godziny przed testem
Test FTP to wysiłek na poziomie progu mleczanowego (LT2/AT) — intensywność, przy której stężenie mleczanu w krwi gwałtownie rośnie. Żeby uzyskać powtarzalny wynik, organizm musi być odpoczęty. Co to oznacza konkretnie: dzień przed testem — maksymalnie lekka jazda (do 60 min, strefa 1–2, zero interwałów) albo pełny odpoczynek. Dwie noce dobrego snu (7–8 godzin). Nawodnienie: minimum 2,5–3 litry płynów w ciągu dnia poprzedzającego. Jedzenie: bez eksperymentów — normalny posiłek wieczorem bogaty w węglowodany złożone (makaron, ryż, kasza), bez alkoholu. W dniu testu: lekkie śniadanie 2–3 godziny wcześniej (płatki, tost, banan), kawa jest OK jeśli pijesz ją regularnie.
Wybór odcinka i sprzęt
Idealny odcinek do testu terenowego to 20–25 km asfaltu z minimalną liczbą skrzyżowań, bez stromych podjazdów (gradient 0–3% jest OK, powyżej 5% zaburza pacing) i — najlepiej — z wiatrem z tyłu lub bez wiatru. Nie chodzi o to, żeby uzyskać „rekord Strava” — chodzi o powtarzalność. Jeśli ten sam odcinek używasz przy każdym kolejnym teście, możesz porównywać wyniki i widzieć progres. Wielu kolarzy ma wyznaczony „swój” odcinek i to jest właśnie dobre podejście.
Sprzęt: miernik mocy (korbowy, pedałowy lub piastowy — nie ma znaczenia, ważna jest kalibracja przed każdym testem). Licznik z podglądem aktualnej mocy w czasie rzeczywistym. Opcjonalnie: pasek tętna — nie jako metryka nawigacyjna podczas testu, ale do analizy po fakcie (czy tętno stabilizowało się w okolicach progu, czy uciekało?). HR sam w sobie jest zbyt ospały, żeby reagować w czasie rzeczywistym — w teście 20-minutowym jedyną metryką nawigacyjną jest moc lub RPE (skala Borga 6–20: cel to 17–18 przez większość testu).
Rozgrzewka i protokół wykonania
Rozgrzewka to nie formalność — to część protokołu. Schemat, który stosuję u swoich podopiecznych: 15 minut strefa 1–2 (spokojne kręcenie), następnie 3 × 1 minuta z mocą 110–120% FTP (lub RPE 19 — niemal maksimum) z 2 minutami odpoczynku pomiędzy, potem 5 minut bardzo spokojnej jazdy przed startem testu właściwego. Te krótkie „zapalniki” otwierają układ enzymatyczny i sprawiają, że organizm nie musi „rozgrzewać się” przez pierwsze minuty testu — bo właśnie to zabija wynik.
Start właściwego testu: najczęstszy błąd to ruszenie za mocno. Jeśli twoje szacunkowe FTP to 220 W, przez pierwsze 5 minut jedź 225–230 W — nie więcej. Pokusy będą duże, szczególnie jeśli masz świeże nogi i dobry dzień. Zignoruj je. Celem jest równomierne tempo, które w okolicach 15. minuty zaczyna boleć, a w 18.–20. minucie jest na granicy możliwości. Dopiero wtedy możesz „otworzyć zawór” — jeśli coś zostało. Pacing to umiejętność, którą ćwiczy się latami — o tym jak to wygląda na poziomie IF i TSS w dłuższej perspektywie piszą też Dorian Rochowski na fitnessowy.net i Korba na cyklomaniak.com.pl, jeśli interesują cię różne podejścia do analizy danych treningowych.
Jak przeliczyć wynik i co z nim zrobić
Po teście zapisujesz średnią moc z 20 minut (NP lub AP — jeśli jechałeś równo, różnica będzie minimalna). FTP = wynik × 0,95. Przykład: średnia 240 W → FTP = 228 W. Na tej podstawie wyznaczasz strefy mocy. Poniżej tabela z podziałem według Coggan Classic Zones, który jest najczęściej stosowany w oprogramowaniu treningowym:
| Strefa | Nazwa | % FTP | RPE (6–20) | Zastosowanie |
|---|---|---|---|---|
| Z1 | Aktywna regeneracja | < 55% | 6–9 | Jazdy regeneracyjne, cooling-down |
| Z2 | Wytrzymałość aerobowa | 56–75% | 10–12 | Baza, długie jazdy, fat adaptation |
| Z3 | Tempo | 76–90% | 13–14 | Jazdy granfondo, szosowe „na spokojnie” |
| Z4 | Próg (LT2/AT) | 91–105% | 15–16 | Interwały progowe, wyścigi |
| Z5 | VO2max | 106–120% | 17–18 | Interwały 4–8 min, podbicia |
| Z6 | Pojemność anaerobowa | 121–150% | 19–20 | Sprinty, ataki |
IF (Intensity Factor) to stosunek NP z danego treningu do FTP. Jazda z IF 0,75 to komfortowa strefa 2, IF 0,95–1,0 to próg, IF powyżej 1,05 to krótkie, twarde sesje. TSS (Training Stress Score) natomiast uwzględnia zarówno intensywność (IF²), jak i czas jazdy — to metryka skumulowanego obciążenia, którą wykorzystuje się do planowania periodyzacji i taperu przed startem.
FTP-test czy lab CPET — kwestia budżetu i celu
Badanie CPET (spiroergometria wysiłkowa) w laboratorium da ci bezpośredni pomiar VT1, VT2, VO2max i rzeczywistych progów mleczanowych — z dokładnością, której żaden test terenowy nie osiągnie. Koszt to zazwyczaj 300–600 zł za pełne badanie, plus czas dojazdu i znalezienie odpowiedniego laboratorium sportowego. Dla kolarza, który startuje w zawodach rangi krajowej lub przygotowuje się do Ironmana, to inwestycja, którą polecam raz na sezon. Dla amatora jadącego granfondo dwa razy w roku — test 20-minutowy w terenie, robiony regularnie co 6–8 tygodni, da wystarczającą precyzję do zarządzania obciążeniem i progresem. Najważniejsze nie jest to, jak dobrze zmierzysz FTP pierwszy raz, ale czy pomiary są spójne i czy trenujesz na ich podstawie z głową.
Jeśli twój wynik z testu wydaje się bardzo niski lub bardzo wysoki w stosunku do odczuć podczas jazdy — sprawdź kalibrację miernika mocy, warunki testu i jakość rozgrzewki. Dopiero przy dwóch zbliżonych wynikach z różnych dni możesz mówić o „swoim FTP”. Jeden test to punkt startowy. Dwa testy to dane.





Dodaj komentarz